W Polsce brakuje banków municypalnych


Z dr. Szczęsnym Górskim, autorem publikacji z zakresu alternatywnych systemów finansowych, rozmawia Wojciech Wybranowski

Nasz Dziennik, Środa 22 marca 2006, Nr 69(2479) strona 11 1

Pyt. W Polsce mamy ostatnio do czynienia z czymś, co prasa zdążyła już ochrzcić mianem afery bankowej. Lewica mówi, że system bankowy w Polsce jest sprawny i odpowiada światowym normom, z kolei prawica krytykuje wyprzedaż polskich banków, co jej zdaniem nie służy dobrze stymulowaniu polskiej gospodarki…

Odp. Rola banków w Polsce jest typowa dla banków na całym świecie., Tutaj, jeśli chodzi o zasady działania, nie ma różnic pomiędzy bankami w Polsce, a bankami na przykład na zachodzie Europy. Natomiast o tyle ta sprawa jest ważna dla Polski, że system bankowy jest kluczowym dla gospodarki i może zarówno gospodarkę wspomagać jak i bardzo przeszkadzać, ponieważ ten system, oprócz nastawienia na osiąganie bezpośrednich zysków, realizuje również pewną politykę w interesie własnym, być może niezgodnym z interesem danego kraju.. To przecież oczywiste, że jeśli prawie cały system bankowy jest w rękach zagranicznych, czy międzynarodowych grup finansowo-produkcyjnych, będzie realizował politykę właścicieli. Niestety tak właśnie dzieje się w Polsce.. Około 80 procent polskich banków zdominowanych jest przez kapitał zachodni i jest to sytuacja niespotykana, bowiem w krajach Zachodniej Europy w rękach zagranicznych inwestorów znajduje się kilkanaście, dwadzieścia kilka procent udziałów w bankach danego kraju. Zresztą zachodzi tu pewna ciekawa analogia: odsetek polskiego systemu bankowego pozostającego w rękach zagranicznych inwestorów jest bardzo podobny do wysokości udziału w rynku mediów, jaki w Polsce mają zachodni właściciele. A przecież oczywiście są to dwa najpotężniejsze – i poza demokratyczne – narzędzia manipulowania społeczeństwem: ramię finansowe i medialny instrument kształtujący sposób myślenia, opinie i emocje…

Pyt. A co ze „schładzaniem polskiej gospodarki”? Czy banki, które znalazły się w rękach zachodnich nie stanowią pewnego rodzaju tamy dla polskiej przedsiębiorczości? Zdecydowanie trudniej uzyskać kredyt inwestycyjny polskiej firmie niż zachodniej, działającej w tej samej branży

Odp. Właśnie to powiedzieliśmy. Jest to wysoce prawdopodobne. Nie mogę sobie wyobrazić, żeby te banki nie miały żadnej polityki gospodarczej i żeby poprzestawały tylko na zysku, to byłoby bardzo dziwne. Po za tym wiadomo, że banki na całym świecie są bardzo mocno sprzężone w grupy finansowe, w holdingi z różnymi przedsiębiorstwami i zazwyczaj mają też powiązania z ugrupowaniami politycznymi. Holding może mieć interesy niekoniecznie zbieżne z interesami Polski. Na przykład udzieli korzystny kredyt Stoczni w Hamburgu, a nie da go Stoczni Szczecińskiej. Jest to przecież całkiem zrozumiałe. Można tylko dziwić się, że dotychczasowe władze polityczne w Polsce tak łatwo wypuściły z ręki ten potężny instrument, którym można zarówno wspomagać gospodarkę jak i jej szkodzić.; jakby to nie było niezwykle ważne… Uznano, że wystarczy, aby bank sprawnie obsługiwał klientów, gospodarkę i przyczyniał się do wzmocnienia konkurencji.. Zastanówmy się jednak, kim są najważniejsi „klienci”, co to znaczy „sprawnie obsługiwać gospodarkę” i o jakiego rodzaju „konkurencję” naprawdę chodzi… To przecież nie ogranicza się do sprawnego prowadzenia kont przedsiębiorstw, ale oznacza, że bank może wspomóc lub zaszkodzić, w zależności np. od tego, czy nie udzieli albo udzieli kredyt, komu i na jakich warunkach.

Pyt. Czyli jednak faktycznie polskie banki, w których udziały większościowe mają zachodni inwestorzy nie stymulują gospodarki? To, jaką rolę odgrywają?

Odp. Sądząc po efektach banki w znacznej mierze są procentowo-podatkowymi przepompowniami pieniądza z kieszeni mniej zamożnych 80% społeczeństwa do kieszeni najbogatszych krajowych 10% i zagranicznych „inwestorów” finansowych, finansują także demontaż polskiej gospodarki. Jeżeli my zaciągamy pożyczkę na to, żeby zamykać polskie huty i kopalnie, polskie cukrownie, to znaczy, że dusimy się własnymi rękami i jeszcze płacimy za to procenty tym, którzy pożyczyli nam sznur do uduszenia. To jakaś paranoidalna sytuacja

Pyt. Panie doktorze, przypadek UniCredito Italiano to klasyczny przypadek nieprawidłowości w polskim systemie bamkowym? Potrzebna jest komisja, która to wyjaśni? Czy też rację ma lewica, która wskazuje na niską inflacje, niezbyt wysokie, jej zdaniem oprocentowanie kredytów bankowych…

Odp. Myślę, że jest to tylko wierzchołek góry i może lepiej będzie zwrócić tutaj uwagę na podstawą tej góry. Nieprawdą, bowiem jest to, co głoszą niektóre środowiska, jakoby w Polsce były niskie stopy procentowe, a banki udzielały korzystnych kredytów. Kredyty w bankach funkcjonujących w Polsce są bardzo wysoko oprocentowane zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że bank może kreować kredyt bankowy niejako „z powietrza”. To, że jest mała inflacja to inna sprawa- mała inflacja sprzyja planowaniu gospodarczemu, stałości naszych zarobków, ale z drugiej strony sprzyja inwestorom finansowym lokującym kapitał nie tyle w rozwój gospodarczy Polski, ile w krótkoterminowe papiery wartościowe, które przynoszą im z reguły dużo większy dochód niż inwestowanie w realną gospodarkę i bywa to znacznie bezpieczniejsze. Takie kredyty są bardzo niebezpieczne dla rozwoju inwestycji realnych, wymagających pewności kredytowania w znacznie dłuższym okresie czasu.

Pyt. W swoich pracach często porusza Pan kwestię kredytowania inwestycji państwowych przez Bank Centralny odwołując się zarazem do polskich doświadczeń w tej materii z czasu XX-lecia międzywojennego…

Odp. Kiedyś Bank Centralny mógł kredytować działania gospodarcze polskich przedsiębiorstw. Oczywiście jeśli udzielał pożyczek nie na, mówiąc dosadnie, „przejadanie”, ale na inwestycje ważne dla rozwoju Kraju i gospodarki. Niestety artykuł 220 Konstytucji zniósł taką możliwość i w tej chwili rząd może jedynie emitować obligacje i uzyskiwać za nie kredyt przede wszystkim w bankach komercyjnych.. Za te kredyty banki komercyjne pobierają wysokie opłaty, natomiast, gdyby taką pożyczkę udzielił Rządowi Bank Centralny, wówczas kredyt mógłby być nisko oprocentowany, a poza tym odsetki byłyby własnością budżetu, bo sam NBP jest przecież bankiem państwowym. Główne zastrzeżenie, jakie podnoszą środowiska niechętne kredytowaniu państwa przez NBP jest takie, że wówczas rząd mógłby brać tyle kredytu ile zechce, a od banków komercyjnych nie może, dzięki czemu nie dochodzi do zbytniego zadłużenia państwa. Nie jest to prawdą, bo przecież i dzisiaj rząd bierze tyle pożyczek ile chce tyle, że potem społeczeństwo musi dodatkowo spłacać procenty, zwiększające podatki i ceny…

Pyt. A gwarancje rządowe? Czy jest to sposób na rozwój polskiej gospodarki? Pytam, bowiem ciągle głośno jest o aferze związanej z Fabryką Osocza w Mielcu. Rząd Cimoszewicza poręczył kredyt grupie inwestorów związanych z SLD na budowę fabryki – zakładu do dziś nie ma, a koszty kredytu spłacają wszyscy podatnicy..

Odp. Dotknął pan bardzo ważnego zagadnienia- co rząd może zrobić w obecnym układzie konstytucyjnym dla stymulowania polskiej gospodarki. Wydaje mi się, że nie należy wylewać dziecka z kąpielą; sprawa poręczeń rządowych może być kapitalnym narzędziem, w rękach uczciwego i roztropnego rządu. Jeżeli polski przedsiębiorca nie może uzyskać kredytu w banku komercyjnych, w którym większość akcji należy np. do zachodniego właściciela, a inwestycja, jaką ma wykonać ów przedsiębiorca, jest ważna z punktu widzenia polskiego interesu społecznego, państwowego, np. inwestycja w komunikację drogową, to wtedy państwo, nie wydając doraźnie ani złotówki, przez samo poręczenie, umożliwia kredytowanie inwestycji. Poręczenia rządowe to instrument potężny i stosunkowo bezpieczny, jeśli się go rozsądnie używa, jeśli dobrze zredaguje się umowy i przez skuteczny nadzór nad wykonaniem inwestycji zabezpiecza się interes państwowy. Trzeba podkreślić – gwarancji rządowej czy rządowego poręczenia kredytu powinno udzielać się tylko wtedy, kiedy mamy pewność, że inwestycja jest solidnie zaplanowana, zapewnia osiągnięcie samofinansowania kredytu, kiedy ma się do czynienia z wiarygodnym inwestorem, a dobrze wykonane przedsięwzięcie spowoduje wzrost realnego bogactwa narodowego, a nie tylko przyrost środków finansowych na koncie wykonawcy. Oczywiście nie można wykluczyć wszelkiego ryzyka. Rzecz więc w tym, że wcześniej w ramach biznes planu trzeba to ryzyko dobrze oszacować. Tutaj chciałbym wrócić do wspomnianego wcześniej kredytowania rządowych inwestycji przez Banki Centralne, jak to miało miejsce przed II Wojną Światową. To były takie ciche kredytowania, by zapobiec gwałtownemu wzrostowi cen. Budowano na przykład ośrodek przemysłowy i tylko parę osób w państwie wiedziało, że jest to kredytowane przez Bank Centralny.

Pyt. W Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie często bank wiąże się w pewien sposób z przedsiębiorstwem, które kredytuje. Rozwój firmy to również zyski dla banku, bo to właśnie on finansuje kolejne inwestycje. Tymczasem w Polsce przedsiębiorcom niezwykle trudno jest uzyskać dobry kredyt, a często najmniejsza zwłoka w spłacie oznacza podjęte na wniosek banku działania komornicze i upadłość firmy…

Odp. Wszystko zależy od tego na jakich zasadach bank działa. Jeżeli priorytetem dla banku jest maksymalizacja zysku to taki bank nie musi dbać o rozwój gospodarki. Zarząd banku jest rozliczany przecież z zysku finansowego. Jeszcze raz podkreślam – wszystko zależy od tego jak bank ma ustawiony statut i w czyich jest rękach. Jest dla mnie z kolei rzeczą naturalną, że potężny bank, który jest w holdingu z Volkswagenem robi dokładnie to, co pan powiedział – czerpie zyski z tego, że rozwija się przedsiębiorstwo, które wspiera finansowo. Nie jest to zresztą odosobniony przypadek. Już w połowie lat 80-tych w niemieckiej prasie określono takie firmy jak Siemens,, Daimler-Benz, Krupp, Volkswagen, Bayer, Hoehst i BASF jako „wielkie banki z małą fasadą produkcyjną”.

Pyt. Czyli brakuje w Polsce takich banków, które wiązałyby się z danym przedsiębiorstwem nie na okres dajmy na to kredytowania jednej inwestycji, ale na długie lata

Odp. Tak! Na przykład takie duże i zamożne miasto jak Poznań zadłużyło się na ogromną kwotę potrzebną na realizację miejskich inwestycji. Wypuszczono obligacje, które zostały wykupione przez jeden z banków komercyjnych. Miasto dostało na tej podstawie kredyt bankowy. Poznań płaci zeń za swoje rachunki, a wykupując obligacje będzie musiał spłacić „pożyczoną” kwotę wraz z odsetkami. Ale w istocie ten kredyt nie umniejszył depozytu niczyich oszczędności, został wykreowany „ex nihilo” natomiast uruchomił potencjał realny miasta, jego realne rezerwy, ludzkie, materiałowe, organizacyjne, podatkowe… Gdyby na przykład miasto założyło własny bank municypalny, powiedzmy Bank Miasta Poznania, mogłoby brać z niego kredyt kreowany na podstawie tych samych obligacji, tej samej władzy ściągania podatków… Jeżeli one są dobre dla banku komercyjnego to dlaczego nie miałyby być dobre dla banku miejskiego? Jeżeli bank komercyjny zabezpiecza się na majątku miasta, to przecież ten sam majątek mógłby zabezpieczać kredyt z własnego banku miejskiego. Przedsiębiorcy lokalni pewnie zechcieliby dokapitalizować taki bank w zamian za możliwość uzyskania korzystnych kredytów. Taki bank nie musiałby być bankiem komercyjnym, a inwestycyjnym. Przed wojną w Polsce funkcjonowały trzy rodzaje banków: depozytowe, które tylko przechowywały papiery wartościowe, banki inwestycyjne, mające w statucie nie zysk finansowy, ale rozwój wybranych przedsięwzięć gospodarczych i były banki komercyjne. Tymczasem teraz wszystkie banki zrobiły się praktycznie komercyjne. Trzeba by więc założyć nie bank komercyjny tylko bank inwestycyjny, będący własnością miasta Poznania i taki bank powinien mieć miałby w statucie zapis, że rada nadzorcza rozlicza zarząd banku nie z zysków finansowych tylko z realizacji nałożonych przez zarząd miasta czy radę miejską zadań inwestycyjnych. Nawet, gdyby taki bank pobierał procenty z tytułu udzielonych kredytów na działalność inwestycyjną, to gdzie by te procenty wracały? Oczywiście, że do właściciela, czyli do kasy miasta . Taki bank mógłby działać np. na zasadach bankowości islamskiej – tam udziela się również kredytów bankowych i też się bierze za to procent tylko, że jest to procent od zysków. Bank staje się wspólnikiem inwestycji np. fabryki i bank z tą fabryką tworzy spółkę do realizacji zadania, uczestnicząc zarówno w zyskach jak i w stratach.

1 Dwa ostatnie zdania dodano przy późniejszym opracowaniu własnym