Wsiąść do pociągu?

Szczęsny Zygmunt Górski1

Według mitologii greckiej Król Midas rządził ludem zamieszkującym Frygię w Azji mniejszej. W rewanżu za przysługę bóg Dionizos obiecał Midasowi spełnić jedno jego życzenie. Król poprosił, by wszystko czego dotknie zmieniało się w złoto. Dostał to czego chciał. Nie mógł zaspokoić głodu i pragnienia, gdyż potrawy i napoje, po które sięgał, zmieniały się natychmiast w złoto. Gdy ten sam los spotkał jego ukochaną córkę, zrozumiał, że ów błogosławiony dar jest w rzeczywistości przekleństwem. Miał teraz mnóstwo złota, ale za cenę życia, zarówno własnego jak i swych najbliższych.

Przesłanie tej opowieści pozostaje aktualne po dziś dzień. Przefrymarczanie życia za pieniądze to fatalny interes, ponieważ to życie – i tylko ono – nadaje wartość pieniądzom. Zapominając o życiu w pościgu za pieniądzem sami na siebie ściągamy klątwę Midasa. Może ona objąć także nasze dzieci i pokolenia, które nadejdą po nich.

Liberalno-kapitalistyczna klątwa Midasa jest obecnie doskonale widoczna, szczególnie w swej fazie globalistycznej – wzbogaca świat pieniądza, zuboża świat żywych.

Dotychczasowe spory o wejście do UE to głównie kalkulacje strat i zysków. Choć każda ze stron przedstawia je w sposób potwierdzający jej własny punkt widzenia, mnie osobiście przekonuje pogląd, że korzyść będzie po stronie mocniejszych.

Wieloletnie światowe doświadczenie gospodarcze wskazuje, że ścisłe powiązanie przez dłuższy czas, obszaru słabszego gospodarczo, ze znacznie wyżej rozwiniętym, prowadzi do dalszego zastoju i degradacji słabszego oraz do szybszego rozwoju partnera bardziej rozwiniętego. Potwierdza to m.in. przykład włączenia NRD do Republiki Federalnej Niemiec. Pomimo transferu 16 bilionów marek na terenie byłej NRD postępuje upadek przemysłu i rośnie bezrobocie.

W przypadku Polski transfery pieniądza byłyby znacznie mniejsze, a obecny – przeszło 20 letni – trend spadkowy gospodarki krajów zachodnich zaostrza ryzyko.

Traktat z Maastricht może się komuś podobać albo nie, ale jest pewną sprawą, że oznacza on zwiększenie niekontrolowanej władzy biurokracji i utratę suwerenności przez część narodów” – pisze Juan Antonio Cervera w książce Zagrożenia cywilizacji XX wieku (str. 129-130) – i kontynuuje:

Dla niektórych ekspertów narzucone przekształcenia były zaskoczeniem, podobnie jak również dla większości Hiszpanów. Pod pozorem niskiej wydajności i dostosowania do poziomu europejskiego, zlikwidowano do połowy produkcję stali w Sagunto, gdzie przedtem zbudowano nowoczesne, doskonale funkcjonujące wielkie piece hutnicze, aby w następnym etapie zamknąć stalownię.Podobna historia wydarzyła się ze stoczniami, przemysłem obuwniczym itd.Inne przekształcenia polegały na niszczeniu rolnictwa hiszpańskiego i hodowli. Daje się odszkodowania tym, którzy godzą się zlikwidować swoje szczepy winne, wyciąć gaje oliwne, albo złożyć pisemne zobowiązanie, że nie będą już hodować bydła.Aby zamaskować tę hipokryzję, Unia Europejska daje Hiszpanom pomoc, co byłoby przekonywujące, gdyby promowano rozwój wewnętrzny. (… ).Nie jestem pewien, czy w przypadku, gdy doświadczenia Unii Europejskiej nie dadzą dobrych rezultatów, zarzuci się ten nieudany projekt, czy nie będzie się go w dalszym ciągu bronić przy pomocy wojska i różnych nacisków, łącznie z szantażem gospodarczym, który występuje w różnych miejscach na świecie.”

Skąd my to znamy? Jednakże nie w tych szczegółach – moim zdaniem – leży sedno sprawy.  Rzecz w tym, że wejście do Unii Europejskiej to zdecydowane włączenie się w mechanizm globalizacyjny. Czy to dobry kierunek? Czy nieuchronny? Współpraca zdaje się sprawą zasadniczo dobrą. Istotny jest jednak jej charakter. Zbiorowość może być zorganizowano na zasadach niewolniczych, pasożytniczych, albo symbiotycznie. Żywe organizmy składają się z symbiotycznych elementów w znacznym stopniu autonomicznych. Teoria systemów uczy, że autonomia warunkuje większą trwałość, elastyczność, zdolność regulacyjną, której nie posiadają w tym stopniu wielkie struktury zunifikowane. Spójrzmy na palce ręki, na oddzielenie komórek błonami; na samodzielne gospodarstwa rodzinne w gminie; na suwerenne państwa. Czyż człowiek mieszkający w domu bez ścian nie jest w istocie bezdomny? Czy komórki, pozbawione błony – przecież przepuszczalnej selektywnie – mogą stworzyć tkankę, narząd, organizm? Co dzieje się z ciałem pozbawionym skórnej ochrony i mechanizmów odpornościowych? Bariery i ograniczenia nie tylko dzielą, ale i ochraniają ludzi, organizacje społeczne i państwa – pilnując autonomii – wzbogacają ich współdziałanie. Kto dobrowolnie zgodziłby s na zarażenie wirusem HIV? Dlaczego mamy kapitulować wobec chyba oczywistego politycznego i gospodarczego AIDS? Czy mamy rozebrać ściany naszego domu, by znaleźć się w murach globalistycznego pałacu?

Ten pałac jest wznoszony w stylu liberalno – globalistycznym, od Traktatu Rzymskiego poprzez EWG, MFW i BŚ, Bretton Woods, GATT, OECD, G7, G10, FTA, APEC, EU, NAFTA, WTO, FSA z majaczącym groźnie na horyzoncie Wielostronnym Porozumieniem Inwestycyjnym (Pod zwodniczo wiosennie brzmiącą dla polskiego ucha nazwą MAI – Multilateral Agreement on Investment).

Zdaniem wielu wybitnych ekonomistów, polityków – których argumentacja mnie przekonuje – ów liberalno-globalistyczny pałac gospodarczy jest skazany na zagładę, i – rychłą.

Orkiestra już grać przestała, ludzie jeszcze tańczą, a ja już siedzę. Skomentował tę sytuację George Soros, w swej książce Kryzys światowego kapitalizmu.2

Wydaje się, że właśnie szykujemy się niejako do ślubu z bogatą damą, w przeddzień ogłoszenia jej bankructwa. W dodatku z „damą” w grubym cudzysłowu, raczej z drapieżnym rabusiem za zasłoną frazesów o demokracji, wolności, dobrobycie i rozwoju…Globalne potęgi gospodarcze bogacą się przecież dzięki przerzucaniu kosztów na społeczeństwa tak, aby szczupłe kadry kierownicze, wielcy akcjonariusze i spekulanci mogli ogłaszać nieograniczenie wciąż rosnące wyniki finansowe, istotne dla notowań giełdowych i osiąganych przez to korzyści finansowych.

Oto jeden z mnóstwa opublikowanych przykładów: Łączne dochody wszystkich amerykańskich korporacji w 1994 r. były okupione 5. krotnymi kosztami publicznymi.· ·Państwa bogate mają ponad 80 % światowych dochodów, którymi dysponuje coraz węższa grupa najbogatszych ludzi, znacznie mniejsza obecnie od 10 % ogółu ich ludności.

W państwach niezamożnych zasoby pieniądza także coraz bardziej skupiają się w rękach najbogatszych obywateli.

Korten szacuje, że w skali globalnej, i uwzględniając całą populację świata, udziały przynoszące zyski z posiadanych akcji znajdują się w rękach mniej niż 1% całej ludności świata.3

Globalistyczna swoboda transferów finansowych i gospodarczych umożliwia czerpanie ogromnych zysków kosztem bezrobocia i ubożenia własnych społeczeństw, a także w wyniku bezlitośnie eksploatowanych – pod presją głodu – społeczeństw państw niezamożnych, np. w Chinach, Meksyku, Indiach…

Długi jest spis typowych „recept ozdrowieńczych, programów przystosowawczych”, polecanych i wymuszanych przez międzynarodowe instytucje finansowe, stosowanych także w Polsce od 1989 roku i narzucanych nam przez Unię w ramach traktatu przedakcesyjnego:  Programy przygotowawcze, stabilizacyjne i oprocentowane restrukturyzacyjne pożyczki, reformy, reformy… Do znudzenia powtarzalny jest też spis skutków takiej terapii w kolejnych krajach. Tam gdzie zastosowano te „trucicielskie lekarstwa”, następowała nieodmiennie dezintegracja struktur państwowych, wyprzedaż narodowego majątku, utrata kontroli nad krajowym pieniądzem, załamanie rodzimej wytwórczości i rynków wewnętrznych, niszczenie tkanki narodowej gospodarki, degradacja więzi społecznych; wzrost przestępczości, szczególnie nieletnich, narkomania…

Wszystko to dzieje się pod hasłami postępu, „otwartości”, walki o „demokratyczne swobody”, o lepsze urynkowienie itd.Jakby w koszmarnym śnie o realizacji wizji Orwella. Widzimy tego skutki w całym świecie i u nas. Czy jeszcze jesteśmy u siebie?

To globalistyczna polityka uczyniła z Argentyny – jednego z najzasobniejszych krajów – kraj głodu i nędzy. To globalistyczna polityka zniszczyła rolnictwo Boliwii, zmuszając tamtejszych chłopów do przestawienie się na uprawę koki, dającej zyski zapewniające regularne spłacanie oprocentowania od lichwiarskich tzw. „pożyczek”, nie rozwijających boliwijskiej gospodarki, lecz służących bogaceniu się międzynarodowych spekulantów finansowych i narkotykowych.

To ta polityka pozbawiła nas majątku narodowego i instrumentów regulacyjnych, wmawiając nam, że to dla naszego dobra…

David C. Korten zauważa, że dzisiejsi ekonomiści, opowiadający się za liberalnym kapitalizmem argumentują, iż najbogatsi zapewniają kapitał inwestycyjny, który napędza wzrost gospodarczy, by zwiększyć bogactwo społeczeństwa dla dobra wszystkich. Wiarygodność tych argumentów opiera się na trzech założeniach: 1) Akumulowany kapitał najbogatszych jest inwestowany w działalność produkcyjną, która zwiększa użyteczną produkcję, a więc społeczne bogactwo. 2) Kapitał naturalny pozostaje nadal obfity, a zatem zwiększone wykorzystanie np. areału ziemi przez jednych, nie pozbawia innych takich możliwości. 3) Korzyści płynące ze zwiększonej produkcji są wspólne.

Niestety żadne z tych założeń nie jest spełnione. Kapitał akumulowany przez bogatych to kapitał finansowy i jest wykorzystywany do inwestycji przede wszystkim spekulacyjnych, niszczących żywy kapitał i przyszłe możliwości produkcyjne. Bogactw naturalnych jest coraz mniej, a koncentrowanie ich w rękach najbogatszych pozbawia najbiedniejszych środków do życia. I wreszcie korzyści płynące ze wzrostu produkcji trafiają bezpośrednio do będącego na szczycie drabiny 1% populacji, podczas gdy co najmniej 80% skazanych jest na ubóstwo z powodu stagnacji rynkowej i upadku gospodarczego. Prawa własności wspierają te trzy założenia w taki sposób, że ostatecznie pozbawiają najsłabszych ekonomicznie wszystkich środków do życia; służą do likwidowania jak największej ilości stanowisk pracy w gospodarce globalnej przez swoiste żonglowanie kapitałem, czego następstwem jest wysokie bezrobocie. Wreszcie prawa te wykorzystywane są do uzasadniania redukcji usług publicznych i poziomu bezpieczeństwa.4

Noblista M. Allais skarży się, że od 11 lat Unia nie publikuje roczników statystycznych, dane szczegółowe są rozsiane, trudno dostępne, bez podawania wieloletnich trendów, w dużej części mają charakter raczej propagandowy, pozbawiony jakiejkolwiek prawdziwej wartości naukowej. Zauważa też (w 1999 r.), że natomiast od 25 lat Komisja Brukselska wydaje niezliczone dyrektywy, wtrącając się w dziedziny, które winny pozostać w zakresie kompetencji państw członkowskich, zaniedbując to, co sama tylko może dokonać np. właśnie publikowanie roczników statystycznych.5

Opowiadał mi starszy Poznaniak, że jako paro nastoletni chłopiec przyglądał się publicznej egzekucji Greisera na stokach Cytadeli. Usłyszał w jego ostatnim słowie „… za 50 lat będziecie naszymi parobkami”…

Rynki finansowe zerwały w znacznej mierze dawne związki z rynkami realnymi i zamiast je obsługiwać zaczynają obsługiwać coraz bardziej tylko siebie. Obecnie z każdych 100 dolarów transakcji tylko niecałe dwa służą wymianie realnej.Rośnie balon światowych zasobów niby-pieniądza bez pokrycia, opcji, derywatywów, obligacji, mogący każdej chwili pęknąć.

To globalistyczno-liberalny system wywiera nieubłaganą presję rozwojową na spłacanie rosnących nieuchronnie oprocentowań od niebotycznych długów, nie liczącą się z tym, że statek kosmiczny Ziemia – choć ma wielkie zasoby – nie są one przecież bezgraniczne.

Sądzę, że tak  zderegulowaną dynamikę gospodarczą liberalnego globalizmu można śmiało porównać do dynamiki tkanki nowotworowej.Tkanka nowotworowa rozwija się właśnie szybciej niż tkanki zdrowe i nie zna granic rozwoju, aż do wyczerpania kompensujących mechanizmów organizmu. Pewne dane gospodarcze sygnalizują, że faza wyczerpania rozpoczęła się już wyraźnie ukazywać, począwszy od końca lat 60-ych.

Obliczenia New Economic Foundation z Anglii, dotyczące Wskaźników Trwałych Dóbr Gospodarczych na Głowę, wykazują ciągły ich spadek: w USA od 1968 r.; w Wielkiej. Brytanii i we Francji – od 74r.; w Niemczech – od 1978/79 r., w Holandii – od 1980 r. 6

Wprawdzie wskaźniki PKB tych krajów są wciąż jeszcze dodatnie, lecz i one nieubłaganie maleją.

Pewno tylko III Wojna Światowa zdołałaby jeszcze na jakiś czas reanimować – siłą – zdegenerowany system liberalny, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Wielkiej Recesji lat 30-ych.

Z punktu widzenia wielu uważnych i obserwatorów gospodarki i polityki – który podzielam – takiego właśnie „lekarstwa” możemy się spodziewać w najbliższym czasie.

Wreszcie sprawa najbardziej chyba drażliwa, lecz czuję, że trzeba ją podnieść. Chodzi mi o stosunek Kościoła do sprawy ewentualnego wejścia Polski do Unii.

Tu z całym należnym szacunkiem dla Osób i najwyższej w Kościele Godności Jana Pawła II i Piusa XI, uznając Ich niedościgłe dla mnie umiejętności, zalety umysłowe i duchowe oraz możliwości wglądu w aktualną sytuację, pragnę jednak zwrócić uwagę na możliwe w moim rozumieniu otwieranie się analogii do historycznej sekwencji z lat dochodzenia Hitlera do władzy: poparcie dla nominacji na urząd Kanclerza Rzeszy głosami Chrześcijańskich Demokratów, poprzez osobę von Papena, w styczniu 1933 r. – zawarcie konkordatu Rzeszy ze Stolicą Apostolską w lipcu 1933 – ukazanie się Encykliki „Mit brennender Sorge w marcu 1937 r.

Oby nie było znów potrzeby pisania w taki jak tam sposób, tym razem o narodzie, któremu to św. Wojciech przyniósł radosną wieść o Chrystusie i Królestwie Bożym:

1.  Z wielką troską i wzrastającym zdziwieniem patrzymy od dłuższego czasu na udręczenie Kościoła, na wzmagające się uciemiężenie katolików, dochowujących mu wierności w tym kraju i narodzie, któremu św. Bonifacy przyniósł radosną wieść o Chrystusie i Królestwie Bożym. [...] 5.  [...] Nasze postępowanie było nacechowane wiernością dla zobowiązania. Jednak również z niemiłym zdziwieniem i wewnętrzną odrazą [każdy...] będzie musiał stwierdzić, jak po drugiej stronie przekształcenie umowy, jej obchodzenie, pozbawianie wewnętrznej treści, wreszcie jej łamanie stały się niepisanym prawem postępowania. [...] 6.  [...] I dzisiaj jeszcze, kiedy otwarta walka przeciwko szkole wyznaniowej, chronionej konkordatem, i pozbawienie głosu katolickich rodziców i wychowawców w szczególnie ważnej dziedzinie życia kościelnego uwydatniają przejmującą grozą powagę położenia i bezprzykładny ucisk sumienia wierzących chrześcijan [...] 39. [...] Zgubną tendencją czasów obecnych jest odrywanie od fundamentu Bożego Objawienia nie tylko moralności, lecz także teorii i praktyki prawa. Mamy tu na myśli szczególnie tzw. prawo naturalne, które ręką samego Stwórcy zostało wpisane do serca ludzkiego. [...] 45. [...] Tysiące piór stoi na usługach pozornego chrześcijaństwa, nie będącego chrześcijaństwem Chrystusa. Prasa i radio zasypują nas codziennie wytworami treści wrogiej Kościołowi i wierze i atakują bezceremonialnie i bez żadnych skrupułów wszystko, co dla was musi być wzniosłe i święte. [...]

Konkordat z Polskim Rządem już podpisany. Jest zgoda na wejście do UE.Oby nie była potrzebna encyklika.

Tu Polska. Euroekspres [...] Globalizator, przez Unię, MAI, Nowy Wspaniały Świat, odchodzi z peronu referendalnego w kierunku …?

Rozkwit? …Zatracenie?

__________________________

1 Wypowiedź panelowa w trakcie Wielkopolskiego Forum Przedreferendalnego, zorganizowanego przez Instytut Nauk Politycznych i Dziennikarstwa WNS UAM, Ośrodek badań i Edukacji Europejskiej oraz Fundację Konrada Adenauera W Poznaniu, 18.5.03. Moderator dr Z. Czachór. Opublikowana pt. wsiąść do pociągu …? Zielone brygady 2003, 3 (184) s. 2-4

2 Aluzja do gry towarzyskiej w tzw. muzyczne krzesła. Uczestnicy tańczą wokół krzeseł, których jest o jedno mniej niż tańczących. Gdy muzyka ustaje, wszyscy zajmują krzesła. Jedna osoba odpada, usuwa się następne krzesło itd. (SG)

3 D.C.Korten, ibid. s.70

4 D.C.Korten ibid. s.178.

5 M.Allais Mondialisation - la destruction des emplois et de la croissance. C. Juglar, Paris 1999 s.243

6 Korten s. 81, Allais s. 93

7 Pius XI, Mit brennender Sorge, 14.marca 1937 r. Tekst polski O położeniu Kościoła Katolickiego w Rzeszy Niemieckiej. Dokumenty Nauki Społecznej Kościoła, Rzym – Lublin 1996 s.149 i n.